środa, 7 sierpnia 2013

Nieobliczalna bestia.



Kobieta wędrowała już dłuższy czas po pustkowiu w poszukiwaniu miejsc, które może uszły uwadze przechodniów i nie zostały splądrowane. Wszakże potrzebowała pożywienia, wody i odpoczynku, chociażby na krótką chwilę. Na szczęście po godzinnej wędrówce na jej horyzoncie ukazał się budynek. Doszczętnie zniszczony, ale pozostawał ostatnią deską ratunku, złudną nadzieją na wybawienie. Pewnym krokiem przekroczyła próg i poczęła przeglądać szafki. Znalazła marne resztki, ale na ten czas wydawały się dla niej odpowiednim minimum. Usadowiła się wygonie na poblakłej kanapie, a żeby zaznać odrobiny wypoczynku. Niestety z letargu wyrwał ją hałas. Nie spodziewała się towarzystwa, przynajmniej nie w takim miejscu. Odgłosy zdawały się zbliżać w kierunku kobiety, acz nic nie mogła dostrzec. Stała z wyciągniętym karabinem celując w miejsce, gdzie być może znajdował się sprawca hałasu.
- Wyłaź dziadu, bo Cię kuźwa sama wyciągnę. – wymruczała pod nosem podirytowana. Nawet chwili spokoju nie dadzą człowiekowi. Nie na taki los sobie zasłużyła, oj nie. Nagle oczom rudowłosej ukazał się sporej wielkości delikwent o jasnobrązowej sierści. Nie mogła spodziewać się takiego obrotu sytuacji. Zmutowane zwierzę z ostrymi oraz długimi szponami  grzebało po szafkach w drugim pokoju. Ślepia Shery momentalnie rozwarły się jeszcze szerzej ze zdziwienia – Umrę.. – skomentowała w myślach i przełknęła głośno ślinę. Bestia skierowała na nią czarne węgle wepchnięte w oczodoły i warknęła ostrzegawczo. Kobieta powoli zaczęła się wycofywać, aczkolwiek naruszyła jedną z desek podłogi, która głośno zaskrzypiała. Serce stanęło na kilka sekund, a tuż po tym zwierzę rzuciło się do ataku. Rudowłosa zdołała wyjść z domu, ale została przygnieciona jedną z paskudnych, silnych łap. Hiena (tak przynajmniej jej się wydawało) poczęła obwąchiwać kobietę i po pewnym czasie odsunęła się na nieznaczną odległość. Ona czym prędzej wstała i wymierzyła w nią bronią. O dziwo stworzenie nie reagowało, wręcz z zaciekawieniem i uwagą przyglądało się poczynaniom Shery. Stwierdziła, że musi być kompletnie bezmyślne albo wcześniej zostało przywiązane do człowieka. Druga opcja wydawała się bardziej prawdopodobna, bo instynkt powinien działać jak należy. Pewnie nie raz widział broń, aczkolwiek może nie zaznał jeszcze bólu od zwykłych zjadaczy chleba? Nie wiadomo. Opuściła karabin i zrobiła rzecz chyba najbardziej bezmyślną jaką mogła poczynić. Wyciągnęła ku niemu swoją dłoń. Nie minęło kilka sekund, a bestia znalazła się tuż pod nią, a dokładniej jej pysk. Zdecydowanie musiała być kiedyś własnością człowieka. Możliwe, że żyje na tym świecie o wiele dłużej niż ona, ale wspomnienia nie zostały zatarte, choć ciężko o nich mówić w przypadku zmutowanego olbrzyma. Rudowłosa miała słabość do zwierząt, chociaż te należało do nieco przerośniętych to i tak w całej swej zjawiskowości wydawało się doprawdy słodkie. Sheraline od owego momentu wprost nie mogła odczepić się od nachalnego stworzonka, aczkolwiek wydawało się bardzo pomocne w wielu eskapadach i co ważniejsza dla wrogów był istnym demonem zniszczenia i śmierci, dlatego właśnie nazwała go Loki. Imię ma uzasadnienie w demonologii oraz idealnie pasuje do kochanej bestyjki. Po dotarciu do Edenu kazała mu pozostać na terenach farbki. Dopiero potem uzmysłowiła Rolandowi, że ma również ze sobą towarzysza. No cóż mężczyzna nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony, ale wspólnie znaleźli mu odpowiednie legowisko na owych terenach, aczkolwiek kobieta i tak dosyć często wprowadzała go do środka. Zbyt mocno lubiła swego nietypowego pupilka. 

Oto Loki, nowy współtowarzysz zabaw i hulanek:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz