sobota, 25 lipca 2015


10 komentarzy:

  1. Niebo zrobiło się już prawie czarne, a jedynymi jasnymi elementami były pojedyncze gwiazdy. Dziewczyna siedziała na dachu już którąś godzinę, otulona bluzą wodziła wzrokiem jasnych oczu po okolicy. Poddane destrukcji budynki wbijały się w hebanowe niebo, a u ich stup wiła się jak długa wstęga, szara mgła. Głuchą ciszę przerywał tylko od czasu do czasu cichy świst wiatru przemykającego się między szczelinami płyt. Lis wstała i przeciągnęła się, zabrała ze sobą swój karabin i zeszła na dół. Po chwili już jechała windą do bunkra. Gdy znalazła się już w salonie zrzuciła kaptur z głowy i o drodze do aneksu kuchennego zostawiła na stole swoją broń. Pomieszczenie było puste, wszyscy już dawno spali w swoich pokojach ale dziewczyna jak zawsze nie mogła zmrużyć oka. Teraz grzebała w jednej z szafek szukając swojego ulubionego kubka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Usłyszała za sobą czyjeś kroki kiedy to znalazła upragniony przedmiot. Spojrzała na niego kątem jasnego oka. – Cześć… nie właśnie wróciłam z warty. – Wyjaśniła tak jakby to było coś zupełnie oczywistego, a jego pytanie było bez sensu. Wlała wodę do czajnika i postawiła go na gazie. Gdy ta zaczęła się gotować znowu powróciła do przeszukiwania szafek w celu znalezienia herbaty. – A Ty co nocny marek? – Rzuciła obojętnym tonem wyciągając znajome pudełko. Kiedy kubek już czekał tylko na gorącą wodę dziewczyna usiadła na blacie podpierając się rękami. Zmierzyła uważnie jeszcze raz jego sylwetkę bawiąc się kolczykiem w wardze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy woda się już zagotowała zalała herbatę i odstawiła na bok czekając aż się zaparzy. – Hmm ciekawa pora na naprawianie auta… - Przyznała spoglądając na jego kuchenne szaleństwo. – Czyli jest nas dwoje, reszta nie wykazuje aktywności o tej porze. – Dodała zgarniając białe włosy na jedno ramię. – W sumie trochę bym zjadła… - Mruknęła, ostatnio jadła, dawno. Chociaż nie czuła głodu bo była przyzwyczajona do tego, że mało je to z chęcią skorzystała z propozycji. Sama nie miała talentu do gotowania i zwykle spożywała byle co. Przymknęła lekko oczy delektując się przyjemnym zapachem. Niech żałują Ci co śpią. Chociaż już dawno już nikogo nie widziała, ciekawe gdzie podział się cały Eden kiedy go niebyło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzięła swój kubek i usiadła przy stole. Przedtem jeszcze przesunęła swój karabin, który zostawiła niedbale na środku. Skąd miała wiedzieć, że ktoś będzie korzystać z tego miejsca, zawsze była sama. Spróbowała potrawy, była bardzo dobra. Właściwie wszystko było dobre co było mięsem. – Hmm bardzo smaczne, masz może specjalizacje kucharską? – Zapytała z nutą żartu w głosie lekko się uśmiechając. Jadła dość szybko jakby ktoś miał zaraz zabrać jej talerz. Cóż, głupie przyzwyczajenie i tyle. – Masz jakieś plany na następne godziny? – Zapytała nagle, nie miała ochoty wracać na dach, a już na pewno nie spać. Po głowie wciąż chodził jej opuszczony magazyn niedaleko stąd. Z tego co wiedziała można było tam znaleźć kilka ciekawych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy skończyła już jeść zrobiła kilka łyków herbaty. Nie była już gorąca więc mogła ją swobodnie pić. – Dobrze wiedzieć, ja nie posiadam żadnych zdolności kulinarnych. – Mruknęła, w sumie to nie posiadała żadnych specjalnych umiejętności nie licząc tych snajperskich. No i wrodzonej mocy wkurwiania wszystkich dookoła ale to chyba już każdy wiedział. Słysząc propozycję lekko się ożywiła. To jest dokładnie to co chciała, wyrwać się z bunkra chodź na chwilę gdziekolwiek. – Znam kilka miejsc gdzie możemy coś znaleźć. Teraz na oku mam stary magazyn niedaleko stąd. – Odparła wyciągając paczkę papierosów i zerkając do środka. Była jeszcze zadowalająca ilość, skierowała pudełko w jego stronę, w geście poczęstunku po czym kontynuowała swoją wypowiedź. – Wiem, że możemy tam znaleźć kilka przydatnych rzeczy, obok jest jeszcze laboratorium. Nie wiem czy ktokolwiek odważył się w ogóle tam wejść ale to tym bardziej trzeba się tam wybrać. – Zamilkła dopijając swój napój i odstawiając kubek na bok. Wielkie szare oczy skierowane były prosto na rozmówcę była ciekawa czy podejmie się tej wyprawy. Była ich tylko dwójka i w dodatku nieba rdzo się znali. Na nieznanym terenie trzeba mieć do siebie stu procentowe zaufanie, sama nie do końca była pewna czy to dobry pomysł. Ale nie była na tyle mądra by rozważać teraz zagrożenie. Liczył się zysk jaki mogą z tego mieć i adrenalina, której tak bardzo potrzebowała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pokiwała tylko głową po czym poszła do swojego pokoju. Wzięła plecak i wrzuciła do niego wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Kluczyki do motoru, maska, sztylety i mały pistolet. Omiotła jeszcze raz wzrokiem pomieszczenie. Zarzuciła kurtkę i ruszyła w stronę windy. Po drodze nie zapomniała zgarnąć ze stołu swojego karabinu snajperskiego. Gdy już jechała na górę nałożyła kaptur na jasne włosy i jak to miała w zwyczaju podgryzając popękaną, dolna wargę znalazła się przed wejściem. Podeszła do Hanzo ale nie patrzała na niego. Wzrok miała skierowany gdzieś w pochłoniętą ciemnościami przestrzeń. Jej motor stał pod małym zadaszeniem, dziewczyna zamyśliła się na chwilę. – To jest dość spory kawałek, jeśli pojedziemy motorem to i tak nie dojedziemy do końca, połowa drogi jest zasypana gruzami i trzeba będzie iść na piechotę. – Odezwała się w końcu przerywając głuchą ciszę. Wiedziała, że czeka ich spory kawałek do przejścia, który może być napromieniowany. Ale to chyba i tak najdrobniejsze zmartwienie. Przy laboratorium będą na nich czekać jeszcze inne niespodzianki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyglądała się przez chwilę jak ten ostrzy swoją katanę. Jednak myślami była gdzieś zupełnie indziej. Kiwnęła głową i podeszła do motoru. Nałożyła gogle na oczy i odpaliła silnik, kiedy jej towarzysz siedział już za nią ruszyli do przodu. Kiedy już znaleźli się grubo za fabryką forda teren stał się bardziej opustoszały. Mgła rozpływała się w szarawej strukturze zrujnowanych budynków. Droga stawała się coraz to trudniejsza, wszelakie dziury i większe fragmenty poprzewracanych ścian nie dawały zbyt wielu możliwości manewrów. W końcu dotarli do miejsca gdzie definitywnie trzeba było zakończyć przejażdżkę. Dziewczyna zatrzymała maszynę i zgasiła silnik. Tak jak zawsze powiesiła gogle na kierownicy i stanęła pewnie na ziemi. – Tam. – Wskazała kościstą dłonią ubraną w poprzecieraną rękawiczkę bez palców. – Musimy iść, ale trzeba uważać na napromieniowanie no i stałych mieszkańców. Ale to norma, nic nie powinno nas zaskoczyć… mam nadzieję. – To mówiąc wygrzebała z plecaka licznik i maskę. W sumie to i tak było jej wszystko jedno bo pewnie zdechnie na chorobę popromienną prędzej czy później. Jej ruchy i sposób wypowiadania się zawsze był pełen ignorancji i obojętności. Nie była osobą, która przywiązywała wagę do czegokolwiek, chociaż na każdej misji czy wyprawie była w pełnym skupieniu i zachowywała stu procentową czujność. Tym bardziej, że nie była sama. Podświadomość i tak kazała jej brać odpowiedzialność za drugą osobę, może i śmierć towarzysza nie dotknęła by jej duszy ale nie mogła by wtedy uznać zadania za zakończonego sukcesem. A to było coś co w końcu liczyło się najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy ten wszedł na gruzowisko wyciągnęła swój karabin i jeszcze raz sprawdziła czy wszystko z nim jest jak należy. Zimny wiatr szczypał ją w blade policzki pokryte bliznami. Uniosła wzrok jasnych oczu ja jego przykucniętą postać. Kiwnęła lekko głową, kiedy mężczyzna wyjaśniał co widzi. Nie miała w zwyczaju mówić zbyt wiele, a już na pewno nie na żadnej akcji. Milczała tylko zamyślona doskonale rozumiejąc plan. Powiodła wzrokiem jeszcze raz po okolicy po czym na kuckach ruszyła za swoim towarzyszem, zachowując większą odległość. Kaptur oczywiście miała naciągnięty na głowę tak żeby nie być zbyt widoczną w ciemnościach. Białe włosy nigdy nie pomagały jej w kamuflażu. Kiedyś nawet zastanawiała się jak je przefarbować ale no niestety, w tych czasach brakowało środków na takie pierdoły. Z każdą chwilą zbliżali się coraz bardziej do potworów, Lis starała się nie zwalniać i stawiać stopy jak najbardziej bezszelestnie jak tylko umiała. Oddech miała spokojny i opanowany jednak w każdej chwili była gotowa by bronić siebie lub Hanzo. Spojrzała kątem oka na jego sylwetkę przemieszczającą się do przodu. Wtedy zmutowane ścierwa poruszyły się jakby bardziej chaotycznie. Ciemność i mgła ograniczały skutecznie widoczność. Wszystko rozpływało się w przestrzeni i tylko obszarpane ściany budynków pozwalały oceniać odległość. Coś bardzo zdenerwowało Ghule, jednak to nie była tej dwójki poszukującej adrenaliny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy i Hanzo dostrzegł dziwne zachowanie stworów również się zatrzymała i przykleiła do ściany, którą miała za plecami. Wzrok wbiła w wielkie zmutowane mrówki. Kiedyś je widziała bardzo dawno temu ale nigdy z tak bliska. Otrząsnęła się w myślach i wsłuchała w jego słowa. Kiwnęła twierdząco głową i wskazała dłonią kierunek, w którym będą musieli iść żeby je ominąć. Niestety musieli mocno nadłożyć drogi. Lis poprowadziła ich najpierw powrotną ścieżką, ponieważ musieli ominąć wielką wyrwę w ziemi, zapewne spowodowaną jakimś wybuchem. Kiedy już doszli do punktu, w którym mogli znowu iść w odpowiednim kierunku musieli przedrzeć się przez długą, wąską szczelinę. Kiedyś była tutaj prosta droga ale z powodu zawalenia się jednej ze ściany wielkiego centrum handlowego mieli dodatkowe trudności z pokonaniem tej trasy. Byli już tak daleko od stworów, że nie było ich ani widać ani słychać. Dziewczyna nie wydawała się być wzruszona czymkolwiek. Szła równym tempem przed siebie uważnie się rozglądając stawiając pewnie kroki na kamienistej ziemi. Widoczność wcale nie stawała się lepsza, właściwie z każdym krokiem mgła była gęstsza. Wyglądała trochę jak biała płachta nałożona na szkaradny świat, zakrywała wszystko to co pozostało. Nie dawała nawet szansy na dostrzeżenie czegokolwiek dalej niż w promieniu 20 metrów. Zatrzymała się na chwilę i powiodła spojrzeniem jeszcze raz po horyzoncie. Pustka, cisza nawet wiatr ustał w swych świszczących śpiewach. Odwróciła się w stronę towarzysza. – Widoczność jest coraz gorsza, ta mgła robi się coraz gęstsza jeszcze chwila, a swojej dłoni nie będę widziała. – Odezwała się w końcu cichym, lekko zachrypniętym głosem. Płuca nie dawały jej spokoju już od dawien dawna. Oblizała suche, popękane wargi. – Łatwo będzie się zgubić, tym bardziej że nadkładamy masę drogi. – Dodała ściskając w dłoni licznik, który jak na razie milczał na ich szczęście. Jak na razie los im nie sprzyjał, a patrząc w górę na czarne niebo nie można było się spodziewać niczego dobrego. Żadna gwiazda nie była widoczna co oznaczało jedno, zachmurzenie. Jeżeli zacznie padać muszą znaleźć schronienie przed kwaśnym deszczem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ruszyła za nim, kiedy padły strzały poczuła jak krew mocnej pulsuje w jej żyłach. Byłoby teraz bardzo źle, gdyby trafili na środek strzelaniny. Skinęła mu głową. - Prawdziwa zabawa, to będzie jak nas zastanie kwaśny deszcz przed dojściem do laboratorium. - Wymruczała czując jak nad ich głowami kłębią się coraz to większe,czarne chmury. Mimo iż noce niebo nie pokazywało zbyt wiele, Lis wiedziała że muszą uskutecznić ruchy. Maszerowała za nim w pewnej odległości, rozglądając się dookoła. Przystanęła chwilę i wbiła wzrok gdzieś w odległy punkt. Miała wrażenie już od jakiegoś czasu, że nie są sami. Podbiegła lekkim truchtem do mężczyzny i kładąc mu dłoń na ramieniu odparła. - Ktoś nas śledzi. - Odwróciła wolno wzrok błękitnych oczu, w tamtym kierunku. - Może zgubimy go na bagnach, za parę chwil na nie trafimy. Pewnie już je zauważyłeś. - Przed nimi dało się dostrzec w ciemnościach, lekkie załamanie terenu, a ziemia pod nogami była bardziej wilgotna i zapadała się pod ciężarem butów. Nie przepadała za tym miejscem ale wiedziała, że jest to najkrótsza droga, a im szybciej znajdą się na miejscu tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń