niedziela, 12 lipca 2015

KP - Sara Strode

(podobizna: Shannyn Sossamon)
.:IMIĘ I NAZWISKO:.
Sara Strode
.:WIEK:.
25
.:NARODOWOŚĆ:.
Amerykanka
.:RASA:.
Cyborg
.:PSEUDONIM:.
Mantis
 
.:CHARAKTER:.
Z charakteru jest typowym nieco cynicznym introwertykiem. Uczucia i głębokie myśli stanowią natchnienie do skoncentrowanego działania. Szybko traci wigor i energię przy większej liczbie ludzi. Ładuje akumulatorki w samotności, rozwijając do perfekcji wąskie zainteresowania, którym poświęca całą siebie. Nie łatwo zdobywa przyjaciół, jednak to nieliczne grono może liczyć na wierność i wsparcie w każdej chwili. Często potrzebuje ciszy i spokoju by poukładać wszystko w głowie i dać upust drzemiącym emocjom. Silnie koncentruje się na wykonywanej czynności czasami tracąc kontakt z rzeczywistością. Analizuje wszystko dokładnie i szczegółowo przez co stwarza mylne pozory osoby mozolnej i zamulonej. Jej charakter diametralnie się zmienił w wieku 20 lat. Zwykle uśmiechnięta, niezależnie od nastroju. Niełatwo ją obrazić jako, że ma w głębokim poważaniu opinie innych. Wiecznie ofensywna, woli uciec niż stawić czoło problemowi.

.:MOTYWACJA/CELE:.
Zadbać o najbliższe osoby

.:PRZYDATNE CECHY:.
Nauczyła się u boku matki pracy w laboratorium, przez co łyknęła trochę wiedzy z zakresu chemii i analiz biochemicznych. Potrafi preparować miękkie narkotyki i wytwarzać różnorakie polimery o ile będzie miała dobry sprzęt. Umie wytwarzać kilka najbardziej potrzebnych medykamentów o poprawnej czystości. Szybko się uczy, ma fotograficzną pamięć. Dodatkowo zna się na uprawie roślin i jest świetnym jak na te czasy kucharzem. Dzięki kontaktom z różnymi ludźmi nauczyła się dziarać tatuaże wyhandlowaną maszyną.

.:WYGLĄD AKTUALNY:.
Ostatnimi czasy preferuje włosy krótkie, które sama obcina ostrym nożem, przez co włosy sterczą jej niedbale na wszystkie strony. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, stawia głównie na wygode. Ciemne czekoladowe oczy i kruczoczarne włosy to cechy, które jako pierwsze rzucają się w oczy.

 
.:ZNAKI SZCZEGÓLNE:.
Parę niewielkich tatuaży w okolicach przedramion i ud, dla upamiętnienia przykrych momentów. Każdy ma dla niej sentymentalne znaczenie. Od czasu kiedy odkupiła maszynę, samodzielnie wykończyła większość z nich.

.:UBIÓR CODZIENNY:.
Zawsze musi być czysty i schludny, jednak głównie stawia na wygodę i miękkość materiału. Nie lubi obcisłych i sztywnych ciuchów, dlatego większość jej ubrań przypomina porozciągane szmaty. Nosi głównie bluzy, luźne t-shirty i dresy.  Nie rozstaje się z kuloodporną kamizelką, którą ma przy okazji każdego wyjścia.

.:SŁABE STRONY:.
Mimo silnej strony psychicznej, Sara całkowicie wysiada fizycznie. Mimo iż nie boi się stanąć do walki w obronie własnych wartości, zwykle jest na przegranej pozycji, zwłaszcza że słabo posługuję się bronią. Wielokrotnie rodzina dawała jej wskazówki, ale dla dziewczyny to po prostu czarna magia. Trudno jej mówić o swoich problemach dlatego często wpada w tarapaty o których woli nie mówić.

.:BROŃ:.
 Ładowany paralizator, kilka pojemniczków gazu łzawiącego, pistolet USP 45.
.:HISTORIA:.
Wychowała się w szczęśliwej i kompletnej rodzinie a jej życie dość długo można było nazwać prawdziwą sielanką. Jako dziecko czuła, że może wszystko, zbyt frywolnie traktowana przez Ojca i nazbyt opiekuńczo przez matkę, miała poczucie pewnego samouwielbienia objawiając nagminną pewność siebie jako nastolatka. Lubiła dominować i szybko nudziły ją wykłady matki, która chciała przekazać córce jak najwięcej wiedzy. Mimo pragnienia matki o kontynuowania „kariery” medycznej, Sara znalazła inne zamiłowanie w laboratorium niż Jej rodzicielka. Zaimponował jej sprzęt laboratoryjny i podczas gdy matka poświeciła kilkanaście lat życia na wynalezienie szczepionki popromiennej, która miała ocalić większość nienarodzonych płodów, młoda dziewczyna mieszała różne składniki zastanawiając się co z tego wyjdzie. Krew ją brzydziła i osłabiała przez co nigdy nie towarzyszyła matce w jej czynnościach pielęgniarskich, podczas wypadów do mniejszych wiosek w którym matka działała charytatywnie. Jako młódka dość egoistyczne podchodziła do świata i nie mogła zrozumieć jaki jest sens pomagania innym, skoro tak naprawdę wdzięczność ta nie zostanie odwzajemniona.  Szybko nawiązywała kontakty, szczególnie z typami spod ciemnej gwiazdy, którzy szybko docenili talent dziewczyny do amatorskiej zabawy w chemika. Szybko nauczyła się ekstrahować psychoaktywne substancje z roślin wyhodowanych na własnym kawałku ziemi. Zauważyła, że ludzie dość łatwo chcą popaść w stan euforii wywoływany tak prostymi i powtarzalnymi etapami. Tak zaczęła się Jej przygoda w handlarza, najpierw wymieniała swoje produkty na niepotrzebne śmieci, które składowała z dala od domu. W rodzinie zawsze pomocna, zajmowała się domem najlepiej jak umiała w wolnych chwilach kontynuując swoje zapędy. Sama nigdy nie zażywała własnych używek, jednak znajomi przyklaskiwali jej co mile łechtało ego dziewczyny, która zawsze chciała wykazać się czymś szczególnym. Zwykle wyjeżdżała w momencie gdy Ojca i brata nie było w domu przez co mogła najspokojniej wracać wieczorem wiedząc, że wyprawy zajmują im sporo czasu. Często kłóciła się z matką, gdy weszła w etap dojrzewania, w którym tak bardzo chciała rozwinąć skrzydła.
Miała wielu znajomych, głównie tylko sezonowych. Od jednego z nich w zamian za niewielką ilość morfiny wyhandlowała maszynę do tatuażu przez co mogła w końcu zabijać czas jako przygodny tatuażysta. Barwniki na początku zdobywała, po czasie nauczyła się robić sama. Ktoś to chciał łatwo zdobywał z nią kontakt. Pewnego dnia strasznie zmaltretowano jednego z Jej przyjaciół, który pomagał w rozwijaniu tego małego handlu wymiennego. Sara przestraszyła się na tyle, że postanowiła działać pod pseudonimem MANTIS. Zaciągnęła się do gangu, który przyjął w swoje szeregi młodą cwaniarę dość szybko. Miała wtedy 16 lat i nie wiedziała, że podpisuje umowę na całe życie. Nie miała pojęcia, że zostanie od tej pory tak diametralnie inwigiliowana. Stała się małym „pupilem”, jednak nigdy nie wyrządzono jej żadnej krzywdy. Z jednej strony obawiano się iż wrzuci im do piwa jakąś truciznę z drugiej specjalnie starała się o swoją aseksualność by nie być pociągająca dla tych ludzi. Od tej pory ścinała włosy na krótko a jej ekstrawertyczny charakter szybko zmienił się w swojego antagonistycznego odpowiednika. Zamknęła się w sobie i robiła dobrą minę do złej gry, większość dnia siedziała przy matce, która nabawiła się jakiś choróbsk przez swoje wizyty w osadach. Siedząc w domu, skrzyżowała odporne rośliny czyniąc ich ogródek w końcu miejscem pełnym rozmaitych warzyw a nawet niektórych owoców. Nigdy przed żadnym członkiem rodziny nie zdradziła co uczyniła, wstydząc się swojej decyzji o wstąpieniu do gangu, który zapewniał jako taką ochronę. Co jakiś czas musiała stawiać się w określonym miejscu przez co znikała na kilka dni. Ostatni rok, w którym zabrakło i Ojca i brata, Sara siedziała przy łóżku swojej rodzicielki, która popadła w stan dziwnego letargu pomieszanego z depresją. Odmawiała spożywania posiłków i snuła się jak duch po całym domu siedząc często kilka godzin przy wnęce okiennej.
Po pół roku, gdy Sara straciła nadzieję na powrót pozostałej dwójki  familii w rodzinne strony zajechał czarny SUV z którego wysiadło dwóch mężczyzn, szukających Jej Ojca. Mówili głośno zza zamkniętych drzwi, zwracając się do matki po imieniu. Dopiero wtedy Sara miała wrażenie, że Bianka łapie kontakt z rzeczywistości i chwytając jeden z karabinów męża wymierzyła w stronę większego z mężczyzn i nim córka zareagowała postrzeliła go celnie w udo.  Widziała zdeterminowanie w oczach matki, jednak wiedziała, że zadzieranie z takimi facetami nie przynosi korzyści, więc wyrywając karabin z rąk matki patrzyła jak mężczyźni przeklinają kobiety i wycofują się do auta, które z piskiem opon i tumanem kurzu wycofało się w drogę z której przyjechało. Nawet po tym incydencie matka, nie odezwała się słowem a zdrowy rozsądek nakazywał córce zabrać ją stąd jak najszybciej. W nocy spakowała wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy zostawiając w domu tylko to co nie zmieściło się do podróżnych toreb i wrzucając wszystko na tył nabytego niedawno auta, była przygotowana do drogi. Wiedziała iż matka nie odejdzie z miejsca, które tak kocha dlatego odkręciła butelkę z chloroformem i nawilżając gazę pozwoliła sobie na dość nietaktowny czyn wprowadzenia matki w narkozę. Kobiecina pod wpływem stresu i głodówki zmizerniała na tyle, że Sara bez większego problemu przeniosła ją do samochodu i wrzucając bieg ruszyła do jedynego miejsca, które uznała za stosowne.  Matkę zostawiła u swoich ciotek, wiedząc że Jej siostry zajmą się nią dobrze. Tam również nawiązała lepszą znajomość z córką Evanei – Raquel. Postanowiła po kilku dniach wrócić do domu, jako że matka żywiła do niej dość negatywne uczucia po tym jak została uprowadzona, nawet jeśli Sara działała pod wpływem impulsu by ją ocalić. Jej instynkt podpowiedział jej dobrze, bo gdy dojechała do domu zobaczyła tylko tlące się zgliszcza podpalonej posiadłości, która kiedyś stanowiła ich dom. Od tamtej pory działała w gangu odwiedzając matkę najczęściej jak się da.
::EDIT::
Po porwaniu przez członków gangu Sara została brutalnie pobita przez samego szefa. Ledwo żywą, porzucił w starym magazynie opon, gdzie znalazł ją Pomurnik i zawiózł do Willis Tower, które jako jedyne z niewielu miejc było w stanie uratować dziewczynę od śmierci z powodu rozległych ran. Cyborg podpisując umowę uratował Sarze życie.
Zrekonstruoowano jej lewą część twarzy, prawą ręke i kręgosłup, jednym słowem stała się tak znienawidzoną przez siebie istotą - cyborgiem.
.:POWIĄZANIA:.
(w budowie)



23 komentarze:

  1. Białe światło pojedyńczej lampy rzucało na podłogę ostre, kontrastowe i nieco upiorne cienie atlasów do ćwiczeń, w siłowni. Kinkietowa żarówka bzycza przepływającą przez nią elektrycznością, testując Pomurnikową cierpliwość.
    Cyborg siedział na ławeczce do wyciskania sztangi. Czekał. Nie miał pewności kiedy Sara zjawi się w siłowni i czy w ogóle to zrobi, ale coś mu mówiło, że to dobre miejsce aby się na nią zaczaić.
    Zacisnął zęby na plastikowej osłonce igły i ściągnął ją. Podciągając bokserkę, odnalazł w miarę dogodne miejsce na wkłucie się, po czym wbił się w mięsień i zaaplikował zastrzyk. Tak, zaiwanił ten specyfkik z lazaretu, co w sumie nie było trudne, gdyż gniazdko piguły było otwarte dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ból jął powoli gasnąć, dając cyborgowi trzeźwiej myśleć.
    Pochylając się nad ławką, zebrał myśli i wszystkie informacje, jakie wyłudził od Raq na temat Sary i szajki, z jaką jest powiązana. Zadanie od samego początku nie zapowiadało się na łatwe, co tylko bardziej go podniecało. Uwielbiał tego typu niebezpieczeństwo, tego typu gierki, w których z łowcy możesz stać się ofiarą, w których jesteś ty i świat przeciwko tobie.
    Poruszył prymitywnie naprawionym przedramieniem, które stale nie do końca chciało się go słuchać, chociaż przynajmniej nie zwisało bezwiednie poniżej łokcia.

    ~Pomurnik

    OdpowiedzUsuń
  2. - Mówiłem już, że nic nie powiedziałem. - Wychrypiał metalicznie, dopiero teraz podnosząc na nią wzrok. Nie ruszał się z miejsca, zupełnie jakby najmniejsze drgnięcie kosztowało go tony bólu, mimo że specyfik Clark już dawno zaczął działać. - Twój brat nie jest durniem. Sam się zorientował. To była kwestia czasu.
    Milczał krótką chwilę, kiedy ta odsłoniła część tatuaży, skacząc wzrokiem po jej ciele bez żadnego skrępowania czy wstydu. Ostatecznie umieścił wzrok ponownie na jej oczach, nie mówiąc nic na temat tego co zdobiło jej skórę:
    - Rozgrzewka z naciskiem na stawy w nadgarstkach, kolana i kostki. - Odpowiedział na jej zapytanie i uniósł w górę uszkodzoną rękę. A przynajmniej próbował, gdyż ta zacięła mu się po drodze z trzy razy, nadając jego ruchom iście robocich "wdzięków". - Rozgrzewkę musisz przeprowadzić sama.
    Kiedy ta zabrała się do roboty, cyborg nie spuszczał z niej wzroku, śledząc wzrokiem każdy jej ruch. Milczał większość czasu, tylko czasem ją poprawiając jeśli się nie przykładała.
    - Nie boisz się, że twój szef cię zabije jeśli spróbujesz mu się postawić? - Spytał w końcu, przerzucając nogę nad ławeczką i podnosząc się do pionu. Wyciągnął z uszkodzonej protezy paralizatory, jeden po drugim, nie spiesząc się zbytnio. Odłożywszy je na bok, był gotowy do rozpoczęcia treningu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brew cyborga mimowolnie powędrowała w górę, kiedy ta przed nim przyklękła. Gdzieś z tyłu umysłu dostrzegł przebłysk wyimaginowanych, sprośnych scen, nad którymi nie mógł zapanować, a które były pierwszym odruchem jego umysłu. Odchrząknął.
    - Nie ma mowy. Jeśli proteza zatnie mi się w trakcie sparingu, mógłbym zrobić ci nieodwracalną krzywdę. - Jak na zawołanie, zupełnie jakby jego pokiereszowane przedramie chciało podkreślić słowa swojego właściciela, wydało z siebie zgrzytnięcie, na kilka chwil zaciskając palce w martwym uścisku.
    - Więc, może zamiast kombinować, weźmiesz się za coś pożytecznego? - Naprawde, nigdzie mu się nie spieszyło. Równie dobrze jej "przesłuchanie" mogło trwać rok, lub parę dni. A poza tym, Sara nie była jedyną, która należała do szajki cyborga-pojeba.
    Pomurnik skrzyżował dłonie na piersi, stale patrząc na nią z góry.
    - Więc jak będzie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wsłuchał się w jej monolog, obserwując jak ta męczy się ze sztangą. Doprawdy, wiele energii miał ten mały, wredny chochlik, szkoda tylko, że tak źle ukierunkowanej. Pokręcił głową, nadciągając jej z odsieczą. Jego stalowe palce o syntetycznym, miękkim spodzie cicho zaszeleściły metalem o metal gryfu, podnosząc sztangę bez problemu na swoje miejsce.
    - Nie jestem rycerzykiem. - Przypomniał jej chrypliwie, ściągając obciążenia z drążka i wymieniając je na o mniejszej wadze. - Nigdy nim nie byłem i nie będę. Spróbuj teraz.
    Stanął sobie nad jej głową, podkładając dłonie na wysokości haków, aby w razie czego gdyby ciężar ją przewyższył, gryf opadł na jego palce, nie na nią.
    Powstrzymał wydzierające mu się z gardła westchnienie. Najwyraniej wszystko wskazywało, że musi użyć tych samych argumentów co przy Raq, która posądziła go o to samo, co Sara teraz:
    - Gdybym był jednym z nich, ten bunkier już dawno by nie istniał. A poza tym, nie wypytywałbym o oczywiste rzeczy, które bym wiedział, gdybym był z jego szajki. Pod tym względem - Uciął na chwilę, gdy sztanga w jej dłoniach nieco się przechyliła, kiedy ją unosiła ponad siebie. - jestem wolnym strzelcem. To znaczy się, jako łowca głów, z nikim nie współpracuję. Starczy już, zrób sobie trzydziestosekundową przerwę i ponów ilość podniesień. - Zmienił temat, pomagając jej poprawnie ulokować sztangę na swoim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Niewiele. - Przyznał mrukliwie. - Przetłumaczyła mi, jaką rolę dla niego pełnisz i jak ten poryp wygląda. - Chociaż zawsze było to lepsze niż nic.
    Odstawił sztangę na miejsce i uniósł na wysokość oczu zepsutą dłoń, poruszając nią, jakby chciał sprawdzić czy sama się cudownie nie wyleczyła. Niestety, palce stale się zacinały, czasem pod większym kaprysem wyginając pod dziwnymi kątami, bądź częstując go lekką dawką elektryczności.
    - Z jakiego powodu? - Zainteresował się jej sumieniem, idąc za nią w ślad pod bieżnie. Oparł się łokciami o balustradę sprzętu, przyglądając się panelowi z licznymi guziczkami i ustawieniami. To było dla niego nowe. Nigdy nie biegał na czymś podobnym, zawsze wykorzystując po prostu naturę panująca w okół.
    - Szybko. - Odpowiedział. - Cybernetyczne kulasy, serce i płuca pozwalają mi na dłuższe, i znacznie intensywniejsze tempo niż u.. "pełnej krwi" ludzi. Czemu pytasz?

    OdpowiedzUsuń
  6. - Niewiele. - Przyznał mrukliwie. - Przetłumaczyła mi, jaką rolę dla niego pełnisz i jak ten poryp wygląda. - Chociaż zawsze było to lepsze niż nic.
    Odstawił sztangę na miejsce i uniósł na wysokość oczu zepsutą dłoń, poruszając nią, jakby chciał sprawdzić czy sama się cudownie nie wyleczyła. Niestety, palce stale się zacinały, czasem pod większym kaprysem wyginając pod dziwnymi kątami, bądź częstując go lekką dawką elektryczności.
    - Z jakiego powodu? - Zainteresował się jej sumieniem, idąc za nią w ślad pod bieżnie. Oparł się łokciami o balustradę sprzętu, przyglądając się panelowi z licznymi guziczkami i ustawieniami. To było dla niego nowe. Nigdy nie biegał na czymś podobnym, zawsze wykorzystując po prostu naturę panująca w okół.
    - Szybko. - Odpowiedział. - Cybernetyczne kulasy, serce i płuca pozwalają mi na dłuższe, i znacznie intensywniejsze tempo niż u.. "pełnej krwi" ludzi. Czemu pytasz?

    OdpowiedzUsuń
  7. Wsłuchiwał się w słowa Sary oraz w huk tej dziwacznej ale jakże wygodnej maszynerii, na której można było biegać bez ryzyka, że wpadnie się na bandziora za rogiem.
    Ironio, jakiż on był pod tym względem podobny do niego. Oboje porzucili dawne życia, nadając sobie nowe imiona lub ksywki. Z tą różnicą, że Daniel dla Pomurnika był trupem, skorupą wypełnioną niechcianymi wspomnieniami. A w przypadku Max'a, historia tyczyła się silnego mężczyzny, który z własnej woli przeobraził się w potwora.
    - Praktycznie każdy w tych czasach ma imię, o którym chciałby zapomnieć. Nie zdziwiłoby mnie, gdybyś i ty jakieś miała. - Przyznał, przeciągle przenosząc wzrok z panelu bieżni na Sarę. Wychwycił spojrzeniem jak krople potu powoli coraz ostrzej perlą się na jej klatce piersiowej. Parę z nich nawet spłynęło za krawędź koszulki kobiety, ginąc pomiędzy jej podskakującymi piersiami.
    Cyborg odchrząknął, z trudem odklejając wzrok od jej wdzięków.
    - Nie powiedziałaś z jakiego powodu szarpie cię sumienie. - Przypomniał jej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wsłuchiwał się w słowa Sary oraz w huk tej dziwacznej ale jakże wygodnej maszynerii, na której można było biegać bez ryzyka, że wpadnie się na bandziora za rogiem.
    Ironio, jakiż on był pod tym względem podobny do niego. Oboje porzucili dawne życia, nadając sobie nowe imiona lub ksywki. Z tą różnicą, że Daniel dla Pomurnika był trupem, skorupą wypełnioną niechcianymi wspomnieniami. A w przypadku Max'a, historia tyczyła się silnego mężczyzny, który z własnej woli przeobraził się w potwora.
    - Praktycznie każdy w tych czasach ma imię, o którym chciałby zapomnieć. Nie zdziwiłoby mnie, gdybyś i ty jakieś miała. - Przyznał, przeciągle przenosząc wzrok z panelu bieżni na Sarę. Wychwycił spojrzeniem jak krople potu powoli coraz ostrzej perlą się na jej klatce piersiowej. Parę z nich nawet spłynęło za krawędź koszulki kobiety, ginąc pomiędzy jej podskakującymi piersiami.
    Cyborg odchrząknął, z trudem odklejając wzrok od jej wdzięków.
    - Nie powiedziałaś z jakiego powodu szarpie cię sumienie. - Przypomniał jej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cisnął mu się komentarz na usta, lecz wiedział, że jest zbędny. Sara dobrze wiedziała, że on także poszedł na łatwiznę, bo tak było.. łatwiej. Wygodniej. Tak czuł się bezpieczniej. Dzięki temu miał siłę każdego dnia otwierać oczy, po setkach nawiedzających go koszmarów, podnosić się z łóżka i żyć dalej.
    Tak więc, pozstawił to bez komentarza, tak jak nie skomentował słowa "staruszku", bo z drugiej strony znać jego wieku nie mogła. Odpowiedział na jej pytanie na temat ręki:
    - Jedna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wierzył w to co widział i słyszał. Ona naprawdę chciała się z nim siłować?
    Otworzył usta, chcąc zaprotestować, lecz ta kompletnie zafiksowała się na tym małym wyzwaniu, wiec zamknął gębę jak wyjęta ryba z wody.
    Przez chwilę zrobiło mu się jej żal. Wyglądała jak niedoświadczone przez życie dziecko, które nieświadome nadciągającej klęski, próbuje włożyć w wyzwanie całe swoje serce i hart ducha.
    Z rezygnacją usiadł naprzeciwko i oparł łokieć sprawnej łapy o blat stołu, złapał ją za dłoń.
    - Okej. - Obiecał mrukliwie i gdy tylko poczuł jakikolwiek opór z jej strony, przygrzmocił jej ręką o blat stołu.
    - Wybacz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Obserwował ją jak się męczy, a nikły uśmiech powoli zakwitał na jego ustach. Przyglądał się jak stęka, jak napina kobieco smukłe mięśnie, jak wysiłek wprawia ją w lekkie drżenie. Gdzieś z tyłu głowy przewinęły mu się sprośne sceny, podsuwające mu co mógłby z nią teraz zrobić, do czego ją doprowadzić. Poczuł jak mimowolnie krew zaczyna w nim szumieć szybciej i zrozumiał, że musi to przerwać, inaczej straci, i tak słabe zaufanie Sary na wieki. Dlatego zakończył jej męczarnie, nieco gwałtowniej niż poprzednio.
    - Kiedy chcesz. Ja póki co nigdzie się nie wybieram, mimo wszem i wobec ogłaszanych planów. - Zapewnił ją, podkreślając swoje słowa ruchem przycinającej się protezy, która w proteście popieściła go prądem. Skrzywił się, przymykając jedno oko i wzdrygając się, starał tym pozbyć odrętwienia jakie zalało wszystkie jego nerwy.
    - Dasz się namówić na papierosa, gdy już się odświeżysz? - Zaproponował, podnosząc się do pionu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekał na nią w salonie. Z punktu jego rozumowania było to najlepsze miejsce aby ją złapać, gdyż aby wydostać się z bunkra musiała przejść przez miejsce spotkań wszystkich Edenowiczów. No i pomijając najbardziej oddalone pokoje, słychać stąd było wszytko co się działo na korytarzach, na tym piętrze.
    Przechylił głowę, omiatając spojrzeniem wypachnioną Sarę. Między wargami trzymał już papierosa, acz niezapalonego.
    - I tak nigdzie mi się nie spieszy. - Wychrypiał metalicznie, przesuwając go ruchem języka z jednego kącika ust do drugiego.
    Wpuściwszy ją do windy, zasunął za sobą kraty i szarpnął za wajchę, wprawiając maszynerię w ruch. Winda zgrzytła i z Syzyfowym sapnięciem naprężonych lin, jęła unosić ciężar w górę.
    - Strode chyba ci już nieco odpuścił. - Zauważył, patrząc się przed siebie na to pojawiające się, to znikające cienie krat odbijające się od szybu. W końcu poirytowany niewydolnością żarówki, wyciągnął rękę dokręcając ją.

    OdpowiedzUsuń
  13. Spojrzał na nią, cofając rękę a jego wargi nieznacznie wykrzywił rozbawiony uśmiech. Była przeuroczą istotką i aż przez chwilę zachciało mu się ją ścisnąć.
    Mimo tego pozostał na swoim miejscu, czekając w milczeniu aż winda doczołga się na piętro. Kiedy to się stało, cyborg rozsunął z szelestem metalu kraty i wypuścił spragnioną wolności Sarenkę na powierzchnię. Wtedy poczęstował ją papierosem i ruszył lekkim krokiem przed siebie, sugerując dach jako miejsce wspólnego jarania.
    Kiedy dobrnęli na posterunek, pstryknięciem benzynowej zapalniczki podpalił jej papierosa oraz sobie, i zaciągając się mocno, roztoczył wzrokiem po osnutym lekką mgłą krajobrazie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Usiadł obok niej i zerknął w dół, z równie stoickim spokojem co ona.
    - Możliwe. - Wychrypiał. - A jeśli już byś przeżyła, to mocno byś się połamała.
    Odchylił się nieco w tył, zaciskając zęby na filtrze papierosa i podparłwszy się rękoma za plecami, zerknął na nią. Bez zastanowienia odpowiedział:
    - Nic. - Zastukał w udo palcem, chociaż jeans spodni stłumił dźwięk metalu uderzającego o metal. - Mam amortyzatory. Musiałbym skoczyć z wieżowca, żeby się połamać albo zabić. - Sam nie wiedział jakby się taki wyczyn skończył. Jakoś nigdy nie próbował samobójczych skoków. Ponoć nawet normalni ludzie potrafili coś takiego przeżyć, jeśli spadli na drugiego człowieka lub samochód.

    OdpowiedzUsuń
  15. Usiadł obok niej i zerknął w dół, z równie stoickim spokojem co ona.
    - Możliwe. - Wychrypiał. - A jeśli już byś przeżyła, to mocno byś się połamała.
    Odchylił się nieco w tył, zaciskając zęby na filtrze papierosa i podparłwszy się rękoma za plecami, zerknął na nią. Bez zastanowienia odpowiedział:
    - Nic. - Zastukał w udo palcem, chociaż jeans spodni stłumił dźwięk metalu uderzającego o metal. - Mam amortyzatory. Musiałbym skoczyć z wieżowca, żeby się połamać albo zabić. - Sam nie wiedział jakby się taki wyczyn skończył. Jakoś nigdy nie próbował samobójczych skoków. Ponoć nawet normalni ludzie potrafili coś takiego przeżyć, jeśli spadli na drugiego człowieka lub samochód.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Nie tylko nogi i ręce. - Wychrypiał, robiąc chwilową przerwę na zaciągnięcie się. Jego policzki zapadły się, gdy wciągał tytoniowy dym w płuca. - Ale także kręgosłup, serce, płuca i krtań. Dlatego - zastukał palcami w jabłko Adama. - pobrzmiewam jak robot.
    Czuł jej spojrzenie na sobie, lecz sprawiał wrażenie jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. Ciekawość z jej strony dobrze wróżyła ich przyszłej relacji. Mógł liczyć na to, że dziewczyna w końcu się na niego otworzy.
    - Co to takiego? - Zainteresował się pagerem, wskazując go trzymanym w dwóch palcach papierosem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nawet o tym nie pomyślał, aby jej go zabrać. Nie po to budował z nią więź aby teraz ją okradać i niszczyć to, co mógł osiągnąć, i zarazem zaprzepaścić tym jednym, głupim wyskokiem. Dlatego pokiwał tylko głową i wbijając wzrok w leniwie sunąca na horyzoncie mgłę, wsłuchał się w jej wyznanie. A kiedy skończyła, milczał jeszcze chwilę jakby zastanawiając się nad tym, jak bardzo się na nią otworzyć.
    - Jakkolwiek to zabrzmi, wiem jak to jest. - Wychrypiał w końcu, acz nie patrząc na nią. - Dlatego jestem dzisiaj tym czym jestem. Bo w chwili gdy człowiek, na którego poluję traci życie za moją sprawą czuję.. czuję, że jestem panem tej krótkiej, ulotnej chwili. Jestem wtedy dobrem i złem, sędzią i katem, zbawieniem i śmiercią. - Przymknął oczy, wypuszczając leniwie dym spomiędzy warg. - Można się od tego uzależnić.
    Znowu zamilkł na chwilę, jakby odrywając się od rzeczywistości. Dopiero gdy wrócił myślami na ziemię, spojrzał na nią z ukosa.
    - Ale nie, Saro, to nie czyni cię złą. Bo nie ma czegoś takiego jak zło i dobro. Jest tylko wszystko to, co tkwi pomiędzy, a to co pomiędzy nie jest białe ani czarne. - Wyciągnął przed siebie rękę z papierosem i strzepnął nadmiar popiołu z kiepa, wciskając filtr między zęby. - A przynajmniej ja tak to widzę, chociaż ludzie zwykle przydzielają mnie do tej nieistniejącej, czarnej strony życia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pomurnik aż wykrzywił wargi w cierpkim uśmiechu.
    - I kto to mówi. - Nie żeby jej coś zarzucał, ale jeszcze tak całkiem niedawno potrafiła na niego naskoczyć, tylko ze względu na żelastwo w ciele. Zupełnie jakby każdy cyborg miał wybór i z własnej woli poddawał się tym bolesnym, nie do końca korzystnym zmianom.
    Chwycił papierosa w dwa palce i odsuwając go od ust, przytrzymał trutkę w płucach. Pstryknął kiepem w linię horyzontu osnutą pyłową mgiełką i wypuścił gęste kłęby dymu, które leniwie jęły rozpływać się w powietrzu, w okół jego głowy.
    - Jasne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Drgnął mimowolnie, kiedy Sara zademonstrowała mu, w całkiem brutalny sposób, jak dobrze działa ów specyfik. Jego pierwszym odruchem było złapanie jej i przeciągnięcie na bezpieczny dach, lecz ostatecznie cwanie przeobraził ów ruch na zmianę pozycji siadu, jakby było mu niewygodnie na betonie.
    - Skoro tak to wygląda.. raz się żyje. - Podsumował demonstrację chochlika i pochylając się nad swoją działką, wciągnął ją.
    Efekty były natychmiastowe i cyborg musiał przyznać, że Sara miała rację. Uczucie było nieziemskie, acz o niebo lepsze niż od wszystkich tych syfów, jakich zdążył się nawciągać przez całe swoje życie. Nie czuł się ospały, nie miał koszmarów na jawie ani też nie posiadał problemów z jasnym myśleniem, zupełnie jakby urodził się.. szczęśliwy.
    - Wiesz co ci powiem? - Zagaił, wyciągając się wygodniej na nagrzanym słońcem betonie. - Jesteś boginią. Serio. Trzeba mieć łeb, żeby stworzyć coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Sie wie, nie można mieć wszystkiego. - Podłożył dłonie pod głowę i wbił w nią NORMALNE spojrzenie.
    - Rozumiem, że jestem królikiem doświadczalnym? - Spytał lekko, bo i tak miał wyjebane, mimo świadomości, że to dzięki jej cudownemu proszkowi. Zaraz zmarszczył brwi i utkwił wzrok gdzieś poza twarzyczką Sary, spoglądając na niebo pogrążone w chmurach i ciemności. Nawet mimo tego, wydawało mu się uśmiechnięte i pełne nieistniejących motylków.. apropo motylków.
    - Przypomniało mi się.. - Zaczął, skrobiąc się po nosie. Jego mózg idealnie zwizualizował wymarły już gatunek, łopoczący skrzydłami, wielkości Godzilli. - jak taki jeden ghul opowiadał mi o czasach sprzed apokalipsy. Pamiętam jak mówił o czymś, co nazywało się motylem.
    Cyborg przekręcił się na bok i oparł się o łokieć, kreśląc palcem prymitywny, chociaż w jego umyśle nader szczegółowy obrazek insekta.
    - Dał mi nawet książkę z ilustracjami, żebym mógł czytać.. - Odchrząknął. - ..sobie czytać. I wyobraź sobie, że ten motyl mógł być w praktycznie każdych rozmiarach, kształtach i kolorach. Że miał skrzydełka opalizujące tęczą albo, albo - Rozejrzał się za przykładem. - miedzią, albo stalą.

    OdpowiedzUsuń
  21. - Więc stąd ten tatuaż. - Wywnioskował po szerlokowskiemu i ponownie zabłądził wzrokiem gdzieś na niebie.
    Przez chwilę wydawało mu się, że słyszy śmiech swojej córeczki i synka, że widzi dwie, dziecięce postacie, ganiające się między chmurami. I chociaż wizja była wyraźna, a świadomość, że to tylko mary wywołane narkotykiem go nie opuszczała, nie czuł smutku ani przybicia.
    - Prawdą jest to - Zaczął powoli, ważąc słowa. Strach, który zwykle go nawiedzał przy tego typu wyznaniach, nie pojawił się, zupełnie jakby zaspał do pracy. - że czytałem je swoim dzieciom. Zawsze wtedy kładły się na wspak na łóżkach i z wielkimi oczami jak kapsle od Nuka Coli, obserwowały mnie, ściskając misie pod pachami. Jeden z nich nawet nie miał oka, mimo że żona sumiennie je przyszywała.. - I tutaj znowu zmarszczył nos, próbując sobie przypomnieć szczegóły. - Ten nieszczęsny guzik się chyba w końcu zgubił i misiek z Pongo awansował na Jednookiego Pongo. - Zachichotał.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Ty.. - Poskrobał się po brodzie, chrzęszcząc zarostem o stal. - o tym nie pomyślałem. Dobry patent.
    Zamilkł i uśmiechnął się, błyskając zębami, na widok dwójki dzieciaków, biegających między chmurami. Zupełnie jakby znowu siedział po pracy na ganku domu i doglądał swoich pociech, coby nie wybiegały poza ogrodzenie podwórka.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Wiem, wiem.. - Mruknął leniwie na wydechu i objął ją, bo dlaczego by nie. Pod wpływem proszków było mu tak dobrze, że nie martwił się wizjami przyszłości, w której Sara traci do niego zaufanie z powodu jednego, głupiego ruchu.
    - To może wykorzystajmy te ostatnie chwile na całego? - Zerknął na nią spod przymkniętej powieki, wykrzywiając wargi w pożądliwym uśmieszku.

    OdpowiedzUsuń