niedziela, 1 listopada 2015

Olivia Alice Walker





Wiecie jak to jest, kiedy na twoje miejsce wchodzi ktoś z większym doświadczeniem, prawda? Mimo tej pasji i sentymentu, jakim darzyłeś to, co robiłeś przez kilka ostatnich lat, musisz odejść. Każdy kiedyś był zmuszony do zrezygnowania z tego, co przez długi czas budowałeś.








Cześć. Nazywam się Olivia Alice Walker. Mam 27 lat. Z nazwiska można wywnioskować moje pochodzenie. Urodziłam się w Phoenix w stanie Arizona, jestem zatem rodowitą mieszkanką tego miejsca. Czuję do niego ogromny sentyment i co wieczór wracam do niego wspomnieniami. Zanim trafiłam do bunkra nie miałam ciężkiego życia, wręcz przeciwnie. Moja matka była cudnej urody kobietą, lekarką z prawdziwego zdarzenia. To ona zaszczepiła we mnie pasję medycyny i pomocy ludziom. Ojciec natomiast prowadził swój mały biznes w mieście. Zajmował się kontrolą żywności. Żyliśmy skromnie, czytania, pisania, liczenia i historii uczyła mnie moja babcia. Była to poczciwa kobieta, która wiedziała, co to znaczy życie po wojnie. Do osiemnastego roku życia mama uczyła mnie medycyny. Wpoiła we mnie mnóstwo wiedzy teoretycznej, praktyki  nabyłam podczas służby w Bractwie Stali. Po uzyskaniu zgody od rodziców, postanowiłam wybyć przed siebie. Moim celem była Republika Nowej Kalifornii, sama nie wiem czemu chciałam dołączyć do wojska RNK. Moi rodzice odkąd pamiętam psioczyli na tą organizację, może kierowała mną ciekawość i ten nastoletni bunt? Nie ważne. Moje plany pokrzyżowało jednak Bractwo.








Prawdopodobnie na moją korzyść. Dzięki nim nauczyłam się radzić sobie w życiu, codzienna musztra i treningi pomogły mi opanować dobrze broń laserową oraz białą. Tam też miałam okazję wykorzystać swoją medyczną wiedzę teoretyczną w praktyce. Postanowiłam odejść z Bractwa przysięgając im, że nie wyjawię ich kryjówek, planów i tajemnic. W Bractwie miałam okazję pracować wraz z Jerrym Jefersonem, ghulem, który czasem wspominał o tajemniczym sygnale radiowym nadawanym przez równie tajemniczego mężczyznę na temat jakiegoś EDENu. Zawsze miałam go za świra. Dopiero potem, kiedy wrócił do nas Lars Dowell i opowiedział o wszystkim, co tam zastał, uwierzyłam w istnienie tego miejsca.





 
Na moje miejsce weszła dużo starsza pani, która miała dużo więcej lat praktyki ode mnie. Nie byłam im za bardzo potrzebna, toteż postanowiłam ruszyć do EDENu. Z Bractwem nadal mam kontakt, ten fakt czasami się przyda, jak będą gorsze dni w bunkrze starej fabryki Forda.
Dziś piszę tą notkę w laboratorium. Przyszłam oswoić się z tym miejscem. Nie powiem, mają bardzo dobry sprzęt, a bunkier zupełnie nie przypomina typowej Krypty. Rzekłabym nawet, że wnętrze jest dużo bardziej przyjazne niż wnętrze bunkrów Bractwa. 















Swojego charakteru nie potrafię opisać. Moim zdaniem powinno się wyrabiać o kimś opinię poznając go przez lata. Na pewno mogę powiedzieć, że jestem cierpliwą i opanowaną osobą. Mimo tego lubię być złośliwa i upierdliwa, jeśli ktoś zajdzie mi za skórę. Jestem cholernie wrażliwa, co niesamowicie utrudnia mi egzystencję w tym trudnym świecie. Więcej nie potrafię o sobie powiedzieć. Lepiej, by oceniła mnie osoba trzecia. 




Broń: Karabin laserowy. Białej broni nie mam. Poszukuję. 



Kontakt z autorką: 43847276









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz